Arbonne Sugar Plum Baked Palette

Jakiś czas temu narzekałam na podkład tej marki, który nie bardzo się u mnie sprawdził (odsyłam do recenzji TUTAJ), dziś z kolei mam dla Was refleksje na temat poczwórnej palety cieni Arbonne Sugar Plum Baked Palette. Tym razem nie będą to gorzkie żale... Alleluja!



 O produkcie

W drukowanym katalogu marki z 2014 roku, oraz na stronie producenta TUTAJ, w sekcji "Oferta świąteczna", znajdziemy takie oto informacje o produkcie:


Paleta cieni do powiek Sugar Plum Baked Palette

Ten zestaw intensywnych, metalicznych i nasyconych minerałami cieni do powiek zapewni Ci magnetyzujące spojrzenie. Stosuj na sucho, jeśli wolisz łagodną elegancję, lub na mokro, by zaskoczyć żywą kolorystyką. Cztery deserowe odcienie: Icing, Gingersnap, Plumberry i Ganache. 

Kluczowe składniki: wyciąg z japońskiej zielonej herbaty, wyciąg z korzenia żeń-szenia, wyciąg z kwiatu rumianku.

Waga netto 0,56 g każdy.



Nr katalogowy produktu: #5464

Cena: 200 zł/160 zł dla klientów preferencyjnych.

Produkt testowany dermatologicznie.

Wyprodukowano w Kanadzie z importowanych składników.

Skład



Moje refleksje

Paletka bardzo podoba mi się od strony wizualnej - proste, kartonowe opakowanie i minimalistyczny design jak najbardziej wpisują się w moje poczucie estetyki. Paletka jest kartonowa i niezwykle solidnie wykonana; zamyka się na magnes (ukryty w środku). Wewnątrz, tj. nad cieniami, znajdziemy prostokątne lusterko, co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem, zwłaszcza w podróży.


Poza tym, same cienie są przepiękne, zwłaszcza dwa pierwsze: jasny, perłowo-fioletowy - Icing, oraz złoty - Gingersnap skradły moje serce. Cienie są dość mocno napigmentowane, tzn. trzy ciemniejsze odcienie mogą się poszczycić dobrą pigmentacją (Gingersnap jest zdecydowanie najmocniejszy i najtrwalszy), natomiast najjaśniejszy odcień z palety, Icing, jest niestety raczej słaby i szybko się ściera. 

Aplikacja cieni jest lekka, łatwa i przyjemna (dobrze nakłada się je pędzlem, choć ja osobiście wolę nakładać je palcem), cienie bez problemu się blendują i długo utrzymują na powiece. Co dla mnie bardzo ważne, nie osypują się (wyjątkiem jest fioletowy odcień, Plumberry, który ma jednak tendencję do osypywania), i są trwałe - wytrzymały ponad 12 godzin od nałożenia na weselu brata, więc jak dla mnie - rewelacja! Co więcej, są to produkty wegańskie, które mają fajny, naturalny skład i nie są testowane na zwierzętach. Nie uczulają (a musicie wiedzieć, że mam wrażliwe oczy i noszę soczewki kontaktowe, co dyskwalifikuje większość produktów do oczu, dostępnych na rynku), dlatego spokojnie mogę je polecić wymagającym klientkom oraz wrażliwcom. Owszem, paleta do tanich nie należy (płacimy 200 zł za cztery cienie!), jednak jest to inwestycja na lata (ja kupiłam ją w lutym tego roku i używam sporadycznie, na specjalne okazje). Myślę, że będzie mi służyć dość długo (mimo informacji '6M' na opakowaniu, mam nadzieję, że wytrzyma 3 lata). Ogólnie daję tej palecie czwórkę z plusem. W moim odczuciu, jest to całkiem sensowna, ładna i dobrej jakości paleta. Idealna do makijaży świątecznych i imprezowych. xo
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...