Były sobie tusze trzy... czyli krótka opowieść o pogrubiających mascarach od Pierre Rene, Kobo i Yves Rocher

Luty nie był sprzyjającym miesiącem jeśli chodzi o tusze do rzęs. Jakoś na początku miesiąca skończył się mój ulubiony Sexy Pulp od Yves Rocher, ale w zapasach czekały jeszcze na mnie dwa kolejne produkty do wypróbowania, jeden marki Pierre Rene z Joybox'a, i jeden z Kobo, który przywiozłam z konferencji Meet Beauty w Warszawie. Nie znałam wcześniej tuszy tych marek, ale przeczytawszy kilka pochlebnych opinii w internecie, byłam pełna nadziei. Niestety, nie nacieszyłam się użytkowaniem tych darowanych tuszy zbyt długo i ostatecznie musiałam się udać do salonu Yves Rocher po ratunek...


Pierre Rene Professional: Genial Volume Mascara,12 ml

Ten tusz dostałam w makijażowej edycji pudełka Joybox; jest to . Niestety, tusz to dla mnie straszny bubel: ma zbyt mokrą konsystencję, przez co łatwo przesadzić i nałożyć go zbyt wiele, bardzo oblepia i skleja rzęsy (czego ja po prostu nienawidzę!), a do tego strasznie się kruszy i rozmazuje. Co więcej, silikonowa szczotka ma niezbyt fajny kształt (jest dość długa i prosta), który nie ułatwia aplikacji i w związku z tym, łatwo się tym produktem upaćkać (jak również opakowanie, co widać na zdjęciu powyżej). Jestem tym tuszem zniesmaczona prawie tak samo, jak tuszem MAC In Extreme Dimension 3D, który również był kiedyś w Joybox'ie (jakoś na razie nie trafił się w pudełku żaden dobry tusz do rzęs!). Na szczęście, ten kosztuje o wiele mniej niż MAC, bo zaledwie 21 zł. Mimo wszystko, nie chcę go nawet za darmo, bo ani to génial, ani volume.


Kobo Professional: Ideal Volume Mascara (Limited Edition) 11 ml

Na temat tego tuszu nie mogę powiedzieć zbyt wiele, ponieważ zrobił mi straszne kuku, a zdążyłam go użyć zaledwie dwa razy. Wiem, że większość z Was ceni sobie produkty Kobo, ja natomiast po zaledwie pierwszych 2 aplikacjach dostałam strasznego uczulenia: oczy mi łzawiły, zaś skóra wokół była podrażniona i zaczerwieniona. Tusz musiałam natychmiast odstawić. Szkoda, bo mimo tego, iż szczotka jest malutka i silikonowa (a ja lubię te duże i wykonane z włosia syntetycznego), efekt na rzęsach był dosyć ładny, tusz ładnie pokrywał rzęsy, nie sklejając ich. Niestety, zaraz po drugiej aplikacji zauważyłam, że tusz się kruszy, a to jest dla mnie cecha absolutnie dyskwalifikująca. Te pokruszone drobinki dostały się pod powiekę, a potem to już wiecie, czym się to wszystko zakończyło... Niestety, produkt ten u mnie zasługuje na ocenę negatywną, na plus oceniam jedynie ładne opakowanie i rozdzielenie rzęs, bez efektu sklejenia. Aktualnie tusz ten znajdziemy na wyprzedaży za 9,99 zł, nie mam pojęcia ile kosztował oryginalnie (inne tusze tej marki kosztują od 19 do 24 zł); więcej info o produkcie TUTAJ


Yves Rocher: Mascara Volume Elixir, 9 ml

Bardzo długo czaiłam się na ten tusz i wreszcie zaryzykowałam; Sexy Pulp lubię i używam od kilku sezonów, jednak chciałam spróbować czegoś nowego z oferty YR, a zwłaszcza ich Wzmacniającego tuszu do rzęs z peptydami hibiskusa o pojemności 9 ml. Przyznam, że to niezwykle eleganckie, złote opakowanie bardzo mi się spodobało i wprost krzyczało do mnie w sklepie: "Kup mnie! Kup mnie" ;) No więc jako sroka uległam i kupiłam sobie w końcu to złote cudo zamiast sprawdzonego, czarnego kolegi i powiem szczerze, że nie żałuję. Tusz różni się nie tylko bardziej bajeranckim kolorem opakowania, ale i szczotką, która jest stożkowa oraz ciut mniejsza i cieńsza od olbrzymiej szczoty Sexy Pulp. Warto tutaj nadmienić, iż nie jest to szczotka silikonowa, za którą ja osobiście jakoś szczególnie nie przepadam. 

Sam tusz ma właściwości nie tylko pogrubiające, ale i odżywcze, i faktycznie, od pierwszego użycia widać zwiększoną objętość (aczkolwiek w mniejszym stopniu niż po użyciu Sexy Pulp) przy jednoczesnym odczuciu leciutkich, miękkich i nawilżonych rzęs. Dla mnie te walory pielęgnacyjne są nie do przecenienia, poza tym chwała temu produktowi za to, iż ładnie rozczesuje rzęsy, bez sklejania, a potem kruszenia się czy rozmazywania. Kolor, który wybrałam, to klasyczna, ale niezbyt intensywna czerń; daje dosyć naturalny, nie przesadzony efekt i zapewne dzięki temu bardzo łatwo się potem zmywa. Uwielbiam! Po dwóch poprzednich niewypałach, ten produkt mogę śmiało określić mianem ulubieńca i serdecznie Wam go polecam. Jest on dostępny w salonach stacjonarnych lub w sklepie online TU w cenie promocyjnej 39,90 (cena regularna to 65 zł).

EDIT: Po jakimś czasie tusz zaczyna się jednak kruszyć... :/


***
Niestety, w moim przypadku zarówno tusze Pierre Rene i Kobo okazały się bublami, natomiast potwierdziła się reguła, że najlepiej trzymać się ulubionych i sprawdzonych marek. Mam dość wrażliwe oczy i nie zamierzam ryzykować z produktami, które mogą je podrażnić albo po prostu się kruszyć do oka, wywołując zaczerwienienie i/lub łzawienie. Jak dotąd, tusze marki Yves Rocher sprawdzają się u mnie bardzo dobrze, ładnie prezentują się na oku, pogrubiają rzęsy, ale ich nie sklejają ani nie przesuszają, nie kruszą się, nie rozmazują, nie uczulają, a do tego są całkiem przystępne cenowo (na promocjach kosztują mniej niż 40 zł, a czasem nawet można je dostać gratis przy zakupach). Ja z całego serca je Wam polecam. A jakie są Wasze ulubione mascary? xo
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...