Dwa produkty Sylveco, które pokochałam już po pierwszym użyciu!

Marki Sylveco nie muszę chyba nikomu przedstawiać - w 2015 roku był to chyba największy hit wśród marek produkujących naturalne kosmetyki, popularny zwłaszcza w polskiej blogosferze. Nie ukrywam, że sama bardzo długo byłam ciekawa niektórych produktów, zwłaszcza tych do pielęgnacji twarzy (m.in. peelingu korundowego, słynnego lipowego płynu  micelarnego, toniku z hibiskusem). Ucieszyłam się zatem, że marka Sylveco była jednym ze Sponsorów IV edycji Nierutynowych Spotkań dla Blogerów Urodowych Secrets of Beauty, w których uczestniczyłam w październiku zeszłego roku. Niestety, przyznam Wam się szczerze, że produkty, jakie dostałyśmy do  testów na początku nie wzbudziły mojego zachwytu...


Po pierwsze, w naszych paczkach znalazł się Żel myjący do twarzy Biolaven, który miałam już wcześniej, aczkolwiek nie wzbudził we mnie zachwytu (krótko mówiąc, ściągał i przesuszał mi skórę na policzkach). Zużyłam go głównie do mycia rąk po podkładzie oraz do prania pędzli, zatem drugie opakowanie wykorzystam w podobnym celu, ewentualnie spróbuję używać go w parze z tonikiem lub płynem micelarnym tej marki, a o efektach poinformuję Was w swoim czasie na blogu... Kolejnym kosmetykiem był Kremowy szampon i płyn do kąpieli z serii Sylveco dla dzieci, który bez namysłu podarowałam mojej maleńkiej bratanicy. Jak dotąd, nie dostałam żadnej informacji zwrotnej od jej mamy, więc nie będę się na ten temat wypowiadać. Zostały mi zatem do przetestowania dwa produkty: Ziołowy płyn do płukania jamy ustnej oraz Lniana maska do włosów, i to właśnie tym perełkom poświęcę dzisiaj nieco więcej uwagi.

Ziołowy płyn do płukania jamy ustnej



Ten produkt zachwycił mnie już w drodze powrotnej z Ostrowa, kiedy to z mężem postanowiliśmy się nieco odświeżyć (tj. przepłukać gębofony i odświeżyć oddech ;). Od razu spodobał mi się smak tego płynu, który w niczym nie przypomina mi tych paskudnych, sztucznych i mocno alkoholowych Pokemonów z drogerii (i nie ważne, czy jest to Colgate, czy Listerine, czy najtańsza tego typu płukanka z Biedronki lub Rossmann'a, żadnej z nich po prostu nie jestem w stanie przeżyć). Bardzo przyjemny, delikatnie ziołowy smak oraz zapach były tutaj niezwykle istotnym czynnikiem, ale warto również wspomnieć o pojemnej i eleganckiej plastikowej butli oraz o składzie, który jest po prostu rewelacyjny! Co do działania, płyn robił, co miał robić, czyli przede wszystkim dobrze płukał jamę ustną i odświeżał oddech. Jestem pewna, że jeszcze nie raz do niego wrócę. Jak dotąd, nie znalazłam niczego lepszego na polskim rynku...

Składniki / INCI
Woda, ekstrakt z szałwii lekarskiej, ekstrakt z mięty pieprzowej, ekstrakt z rozmarynu lekarskiego, ekstrakt z goździków, gliceryna, ksylitol, wodorowęglan sodu, betaina kokamidopropylowa, benzoesan sodu, olejek miętowy, alantoina, kwas cytrynowy. 

Więcej informacji na temat tego produktu znajdziecie TUTAJ. Cena: 18 zł / 500 ml. 

Lniana maska do włosów


Na początku pomyślałam sobie, że wolałabym jednak dostać coś do pielęgnacji twarzy aniżeli kolejną maskę do włosów, ale po jakimś czasie (tj. po 6 miesiącach od spotkania) moje krótkie włosy nareszcie mi urosły i są aktualnie półdługie, w związku z czym zaczęłam poświęcać im więcej uwagi i o nie dbać, niczym prawdziwa włosomaniaczka (oleje, maski, odżywki itd. itp.). Maskę stosuję z powodzeniem od miesiąca, z początku aplikowałam ją na umyte włosy i spłukiwałam, ale trochę obciążała mi moje przetłuszczające się i cienkie kosmyki. Potem wypróbowałam metodę kompresu (producent zaleca nałożyć ją na suche włosy na minimum pół godziny, głowę owinąć ręcznikiem, a po tym czasie zmyć szamponem), ale pomijam użycie ręcznika, nakładając tylko maskę na 30 minut lub dłużej na całą długość włosów i jest git majonez. 


Moje włosy po użyciu tej maski są niezwykle łatwe do rozczesania i ułożenia; mam wrażenie, że stały się trochę grubsze i mocniejsze, bardziej się błyszczą, są elastyczne, natomiast końce nie są już suche i porozdwajane. Jestem oczarowana działaniem tej maski, niebawem chcę wypróbować jeszcze czysty olej kokosowy, a jeśli się nie sprawdzi, to z pewnością wrócę do perełki Sylveco, która notabene olej kokosowy ma na czwartym miejscu w składzie. A skład, jak to w przypadku kosmetyków tej marki, jest naprawdę świetny i naturalny, o czym chyba już nawet nie muszę wspominać ? ;)

Składniki / INCI:
Woda, ekstrakt z nasion lnu, alkohol cetylowy, olej kokosowy, cukier, gliceryna, olej z pestek winogron, kwas stearynowy, panthenol, glukozyd decylowy, oleinian glicerolu, kwas mlekowy, guma guar, witamina, E, benzoesan sodu, betaina kokamidopropylowa.

Więcej informacji na temat tego produktu znajdziecie TUTAJ. Cena: 26,20 zł / 150 ml.

***
Podsumowując, oba produkty marki Sylveco sprawdziły się u mnie doskonale i z pewnością będę do nich wracać. Może nie są to perfumeryjne produkty glamour, ale nie wszystko złoto, co się świeci. Zarówno zapachy, składy, jak i opakowania produktów tej marki są "ziołowe i sielskie" i pewnie nie każdemu przypadną do gustu. Dla mnie jednak kluczową sprawą jest genialny skład i działanie, jak również fakt, iż te produkty są przyjazne i bezpieczne dla naszego organizmu, skóry i włosów, i nie wywołują żadnych alergii ani efektów ubocznych. Co tu dużo gadać, będę musiała koniecznie sprawdzić sklepy stacjonarne w mojej okolicy, w których dostanę produkty marki Sylveco (ich lista znajduje się na stronie sylveco.pl); ewentualnie pozostaje mi sporadycznie robić zbiorowe zakupy w sprawdzonych przeze mnie sklepach online, takich jak np. Mintishop czy triny.pl, gdzie często gęsto można trafić na świetne okazje cenowe... 

A które produkty Sylveco sprawdziły się najlepiej u Wasxo

PS. Dziękuję serdecznie marce Sylveco, Sponsorowi IV Secrets of Beauty, za wszystkie produkty do testów.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...