Norel Dr Wilsz - dlaczego moja skóra nie polubiła tych kosmetyków?

Czasami jest tak, że bardzo długo o czymś marzymy, bo naoglądamy się setek zdjęć i naczytamy setki pozytywnych opinii na blogach, a gdy potem dana rzecz trafia w nasze ręce, okazuje się, że u nas niekoniecznie się sprawdza, przynosząc rozczarowanie i lekki smutek. Tak właśnie było ze mną i kosmetykami marki Norel Dr Wilsz. Po bardzo długiej chcicy udało mi się zgarnąć zestaw* produktów Norel podczas IV edycji Secrets of Beauty, a było to w październiku zeszłego roku. Mimo, iż byłam bardzo ciekawa tych kosmetyków, musiałam najpierw zużyć cały arsenał otwartej wówczas pielęgnacji, zatem do testów przystąpiłam jakoś dopiero w styczniu albo w lutym 2016 roku. Niestety, okazało się, że te kosmetyki totalnie nie sprawdziły się na mojej skórze, a jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego, wyjaśnię Wam to w dalszej części posta...

*W skład zestawu wchodziły 3 produkty: Tonik łagodzący dla cery wrażliwej z serii S - Sensitive, oraz dwa kosmetyki z serii R - Renew Extreme: Serum odmładzające i Trójaktywny krem odmładzający.



Tonik łagodzący dla cery wrażliwej z serii S - Sensitive

Na plus oceniam opakowanie - piękna, solidnie wykonana butla z przezroczystego plastiku o pojemności 200 ml z niezwykle praktyczną pompką; minimalistyczny, elegancki design oraz praktyczne rozwiązania to jest coś, to Elfiki lubią najbardziej (plus oczywiście ładny zapach kosmetyku i dobry skład!). Niestety, na tym kończą się pozytywy. 


Tonik jest przeznaczony dla skóry wrażliwej i naczynkowej, zaś jego zadaniem jest m.in. odświeżanie, nawilżanie, lekkie rozjaśnienie i relaksowanie skóry naczynkowej. Wszystko ładnie pięknie w teorii, natomiast w praktyce nieprzyjemne szczypanie skóry i zaczerwienienie. Coś tu ewidentnie w składzie mi nie pasi; nie mamy alkoholu, więc powinno być ok, jest gliceryna, ale z nią raczej nie miewam problemów, jest łagodzący pantenol, ale mimo to nie pomaga, więc podejrzewam uczulenie na ekstrakt z arniki górskiej (Arnica Montana Flower Extract). Czasami na niektóre ekstrakty owocowe (na bank z granatu!) moja skóra reaguje właśnie masakrycznym zaczerwienieniem i szczypaniem. Jakby tego było mało, po zastosowaniu toniku jest jeszcze irytujący, lepki film na skórze i nieprzyjemne uczucie oblepienia... :/ Tonik postanowiłam póki co odstawić i dać mamie do przetestowania, zatem na pewno będzie update niebawem, najprawdopodobniej w jakimś projekcie denko...


Serum odmładzające Trójaktywny krem odmładzający R - Renew Extreme

Samo serum jest moim zdaniem nawet niezłe; zapakowane w małą buteleczkę o pojemności 10 ml, wykonaną z ciemnego szkła, dodatkowo wyposażoną w pipetkę, która ułatwia aplikację produktu na twarz. Serum jest bezbarwne, pachnie raczej delikatnie i przyjemnie, i zgodnie z informacjami podanymi na kartoniku przez producenta, jest "jedwabiste", "o konsystencji lekkiego olejku". Produkt ten nie wchłania się od razu - dosyć długo pozostawia na skórze tłusty film i wyczuwalny, świeżo-roślinny zapach. Na niego jednak zawsze aplikowałam krem odmładzający na noc, który mimo szybkiego wchłaniania, okazał się jednak dla mnie zbyt treściwy i za ciężki (jestem po 30. i mam skórę mieszaną), co dało się odczuć jeszcze przed pójściem spać - moja skóra bardzo mocno się świeciła, była oblepiona i obciążona tymi kosmetykami, a rano często gęsto pojawiały się na twarzy wypryski itp. nieprzyjaciele. Co do działania przeciwzmarszczkowego się jednak nie wypowiem, ponieważ poza drobnymi kurzymi łapkami, zmarszczek na szczęście nie posiadam. Produkty również powędrują do mojej mamy albo taty i zobaczymy, co oni powiedzą po przetestowaniu ich (mam nadzieję, że im te produkty bardziej się nadadzą)...


Niestety, nie jest to seria dla mnie, lecz "dla każdego rodzaju cery dojrzałej", jak informuje producent na opakowaniu kartonowym obu specyfików. Mimo, iż na opakowaniach zaznaczono, że seria jest polecana od ok. 35 do 55 roku życia, to dla mnie jest zdecydowanie za ciężka i będzie bardziej odpowiednia dla cery bardzo dojrzałej, np. po 50. Nie rozumiem zatem, dlaczego ta seria w ogóle trafiła w ręce blogerów - uczestników SoB, skoro średnia wieku wahała się w granicach 30+? Moim zdaniem szkoda, bo firma ma w swojej ofercie naprawdę ciekawe produkty, a składy kosmetyków są dosyć imponujące (w tej serii znajdziemy m.in. Retinol H10 - 0,5% w kremie a 2% w serum, witaminę C w stężeniu 1% w kremie oraz 2% w serum, kwas fitowy, który fajnie rozjaśnia przebarwienia - wiem, bo była kiedyś na zabiegu w salonie z jego użyciem, a poza tym hialuronian sodu, olej sojowy, olej makadamia, masło shea, i inne). Receptury tych kosmetyków są pozbawione alergenów, parabenów, olei mineralnych i sztucznych barwników i stanowią naturalne uzupełnienie zabiegów pielęgnacyjnych w salonach kosmetycznych i SPA .


Podsumowując, moja skóra nie polubiła tych trzech kosmetyków. Nie zrozumcie mnie źle, nie jest to hejt w stronę producenta, tylko po prostu moja subiektywna opinia po przetestowaniu produktów, które ewidentnie mi nie służą i/lub są po prostu źle dopasowane do rodzaju i potrzeb mojej cery. Niestety, po dłuższym stosowaniu tych kosmetyków moja skóra była w bardzo kiepskim stanie: z jednej strony, po toniku skóra była ściągnięta i zaczerwieniona (zwłaszcza na policzkach - o zgrozo!), zaś po serum i kremie obciążona i bardzo tłusta, a do tego tu i tam powyskakiwały mi niedoskonałości, więc już chyba gorzej być nie mogło... :-( Żegnam się zatem z tymi produktami bez żalu, bo szkoda mi mojej skóry oraz nerwów, gdy patrzę w lustro. Wracam zatem grzecznie do sprawdzonego płynu micelarnego Garnier 3w1 dla skóry wrażliwej (który ma fajny, króciutki skład) oraz do kolejnego słoiczka kremu Bielenda, z którymi moja skóra od kilku lat bardzo mocno się przyjaźni i w ich towarzystwie po prostu najlepiej się czuje (i wygląda). xo


PS. Sponsorowi IV SoB, marce Norel Dr Wilsz, mimo wszystko dziękuję za produkty do testów.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...