Umilacze wiosny - ulubione produkty kwietnia: BEAUTY

Mimo, iż już mija połowa maja, mam dla Was małe podsumowanie zeszłego miesiąca. Kwiecień był dla mnie raczej trudnym i pracowitym miesiącem, aczkolwiek nie zabrakło też kilku miłych rzeczy, dzięki którym tego miesiąca nie muszę spisywać na straty. Dzisiaj pokażę Wam moich ulubieńców z działu BEAUTY, natomiast w kolejnym wpisie zajmiemy się modą, dodatkami i wystrojem domu...



WYDARZENIE
Najważniejszym wydarzeniem kwietnia była oczywiście II Edycja Konferencji Meet Beauty, z której wróciłam naładowana wiedzą, pozytywną energią i wspaniałymi upominkami. Pisałam już o niej w osobnym poście, więc jeśli jesteście ciekawi moich wrażeń, zapraszam TUTAJ.

KSIĄŻKI
Przeczytałam tylko dwie książki w kwietniu, ponieważ miałam bardzo dużo dodatkowych zajęć w szkole. Pierwsza to "Red Lipstick Monster. Tajniki makijażu" - książka przydatna, aczkolwiek napisana trochę bez polotu. Bez rewelacji. Drugą pozycją są słynne "Sekrety urody Koreanek" Charlotte Cho, które świetnie się czytało (napisane lekkim piórem, z dużym poczuciem humoru) i z których sporo się dowiedziałam nie tylko o pielęgnacji, ale i o zwyczajach oraz usposobieniu Koreańczyków. Zauważyłam ostatnio, że polskie blogerki i vlogerki urodowe połknęły bakcyla na azjatyckie maseczki w płachcie. Sama za płachtami nie przepadam (może miałam jakieś kiepskie egzemplarze do tej pory?), aczkolwiek ciekawią mnie te od Skin79, zwłaszcza panda. :) Myślę, że niebawem przetestuję je na własnej skórze, bo glinki zaczynają mnie już trochę męczyć. Poza tym, pod wpływem książki zaczęłam nieco dokładniej oczyszczać skórę, choć osobiście nadal jestem zwolenniczką płynów micelarnych. Gdy myję buzię żelem i wodą przez dłuższy czas, moja skóra jest jednak trochę przesuszona i nie wygląda zbyt rewelacyjnie; do koreańskiego chok chok mi jednak daleko...



KOSMETYKI
Muszę przyznać, że w kwietniu bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie paletka cieni Catrice (a to mój pierwszy produkt tej marki) z pudełka beGLOSSY "Wiosenna energia". Paletka w kolorze Frosen Yoghurt kosztuje ok. 20 zł, więc jest bardzo tania. Ja zazwyczaj po tanich kosmetykach kolorowych do oczu mam straszne kuku, ale w przypadku cieni Catrice nic złego się nie dzieje, więc chwała im za to. Dodatkowo, jak same widzicie na zdjęciu, opakowanie produktu i kolorki urocze :)



Z tego samego pudełka beGLOSSY mam też świetny arganowy balsam do ciała marki CECE od Sweden. Balsam ten może nie jest tak do końca idealny (m.in dlatego, że jest średnio wydajny i ma w składzie parafinę :/), ale mimo to, fantastycznie nawilża i odżywia skórę, więc za działanie zasługuje na uwagę. Zapach jest dla mnie trochę za mocny i zbyt orientalny (mój mąż go jednak uwielbia), zatem smaruję nim głównie dolne partie ciała ;)



Jak już zapewne widziałyście w jednym z poprzednich postów, polubiłam się też ostatnio z Magical CC Cream marki Eveline. Mimo, iż ma raczej słabe krycie i skóra szybko się po nim świeci, uwielbiam ten naturalny, rozświetlający i poprawiający koloryt efekt na skórze oraz fakt, że nie przesusza mi skóry na policzkach i nie podkreśla suchych skórek na nosie. Co więcej, odcień jest odpowiedni dla mojej jasnej karnacji, nie za różowy ani nie za pomarańczowy, więc jest naprawdę spoko. Jeśli jesteście ciekawe pełnej recenzji, zapraszam Was TUTAJ.



No i nie może zabraknąć mojego ukochanego regenerującego duetu do włosów zniszczonych: szamponu i odżywki z serii green:odbudowa marki Tołpa (RECENZJA). Jak widzicie, szampon już się kończy, ale odżywka posłuży mi nieco dłużej. Dzięki niej mogę spokojnie włosy rozczesać, a do tego, po niej moje włosy przyzwoicie się układają, zwłaszcza na końcówkach, które są już dosyć zniszczone i przesuszone (z powodu zapuszczania, nie byłam u fryzjera przez prawie pół roku!). 



Kolejnym moim ukochanym produktem tej marki jest przywieziony z konferencji MB płyn micelarny do mycia twarzy i oczu z serii dermo face, physio, którego zaczęłam używać już w drodze powrotnej. Zmywa bardzo dobrze, jest delikatny dla skóry oraz oczu, i zostawia skórę nawilżoną. Moim zdaniem, jest lepszy od słynnego różowego Garniera, który ostatnio przesuszał moją skórę. Niebawem możecie spodziewać się recenzji... :)  



A jak Wy umilacie sobie wiosnę? Czy w Wasze ręce wpadło ostatnio coś godnego uwagi? xo
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...