Bath & Body Works: Endless Weekend, czyli weekend, który nigdy się nie kończy

Kolejny weekend i upragniona dawka relaksu... Na szczęście, nie muszę się martwić, że ten błogi weekendowy nastrój znowu się skończy, a w poniedziałek rano trzeba wstać o 6 rano do pracy. Wstać co prawda i tak będzie trzeba, ale weekendowy nastrój (i zapach! ach, ten zapach) będzie trwał nadal. Odkąd mam przyjemność traktować swoje dłonie luksusowymi amerykańskimi produktami marki Bath & Body Works, weekend mam praktycznie non stop (tak dla informacji, nazwa serii Endless Weekend z angielskiego oznacza "niekończący się weekend"). 



Jak informuje Producent na opakowaniach, zapachy tej serii to przede wszystkim mieszanka wiosennych kwiatów, niebieskich wód oceanu i musujących cytrusów (z ang.: Spring blooms, blue waters & sparkling citrus). Endless Weekend pachnie zatem świeżo, ale jednocześnie baaardzo intensywnie, jest to tzw. "niebieski", morski zapach, przyprawiony nutą cytrusów i słodkich kwiatów. Jeśli znacie i lubicie np. perfumy Davidoff Cool Water lub chociaż zapach żelu pod prysznic Lagoon marki AVON, to ta linia powinna przypaść Wam do gustu; moim zdaniem, jest dosyć zbliżona, choć nieco mniej oczywista - świeże, "morskie" nuty są tutaj przełamane tymi cudownymi, słodkimi kwiatami, co daje niesamowite doznania. Szata graficzna tych produktów przywodzi mi na myśl greckie wyspy (zwłaszcza Santorini), bowiem na opakowaniach produktów widzimy urocze białe budynki, lazurowe niebo i czyste morze w tle, a żeby nie było mdło, wszystko to jest ozdobione czerwonymi kwiatami (podobne do tych, które widziałam na Krecie).

Mydło w płynie

Opakowanie mydła jest bardzo porządne i eleganckie zarazem: jest to przezroczysta butla o pojemności 259 ml z piękną i bajecznie kolorową etykietą, zawierającą krótkie informacje o produkcie (po angielsku, francusku, hiszpańsku i chyba po arabsku) oraz listę składników, dodatkowo wyposażoną w ogromną białą pompkę z wytłoczonym logo firmy, która działa bez zarzutu, nie zacina się i pozwala dozować odpowiednią ilość mydła (a w zasadzie pianki) bez obaw, że coś nam się wyleje lub, co gorsza, wytryśnie po całej łazience. Mydło w butli ma postać transparentnego płynu o niebieskiej barwie, który po wyciśnięciu nabiera formę pianki. W składzie znajdziemy m.in. ALS, tj. Ammonium Lauryl Sulfate, tj. delikatniejszy zamiennik SLS, substancja myjąca oraz pianotwórcza, a poza tym substancje zapachowe i sok z liści aloesu, który ma m.in działanie przeciwbakteryjne i łagodzące.


Dla mnie mydło w płynie to produkt, który powinien spełniać trzy zadania: 1) dobrze oczyszczać dłonie z brudu, tłuszczu, czy bakterii, 2) ładnie pachnieć, oraz 3) nie wysuszać dłoni. Mydło BBW doskonale spełnia wszystkie te role, natomiast jeśli chodzi o zapach, to zaskoczył mnie fakt, iż utrzymuje się on jeszcze jakiś czas na dłoniach (nawet jeśli nie posmaruję rąk kremem do rąk z tej samej linii) - jeśli o mnie chodzi, po raz pierwszy spotykam się z czymś takim i jestem tym produktem absolutnie zauroczona. Warto również zaznaczyć, iż ten płyn, zmieniający się w piankę, jest produktem bardzo wydajnym (myślę, iż wystarczy mi nawet na dwa miesiące częstego stosowania).

*Mydła w płynie tej marki kupicie za 29 zł/ 259 ml.


Krem do rąk

Opakowanie
Odżywczy krem do rąk znajduje się w uroczej plastikowej tubie o pojemności 59 ml, z bardzo praktycznym zamykaniem typu klik. Opakowanie jest dopracowane w najmniejszych szczegółach; jest nie tylko ładne i solidnie wykonane, ale również poręczne (wygodnie trzyma się w dłoniach, i bardzo dobrze dozuje dawkę kremu). Jedynym minusem opakowania jest fakt, iż nie widać, ile produktu zużyliśmy do tej pory, a ile jeszcze nam zostało, aczkolwiek ja jestem w stanie wyczuć, iż została mi jeszcze ok. połowa (-> stąd można wywnioskować, iż niemal 60 ml tubka wystarczy na ok. miesiąc regularnego smarowania).


Konsystencja, aplikacja
Konsystencja kremu jest średnio gęsta, jednak krem łatwo się rozprowadza i błyskawicznie wchłania. Mimo tego, na skórze przez jakiś czas wyczujemy lekko tłustą powłokę (utrzymuje się nawet do ok. 20, czy 30 minut od aplikacji), co zapewne jest spowodowane zawartością parafiny (patrz poniżej -> składniki). Zapach kremu jest mocny i bardzo długo wyczuwalny na skórze. 


Składniki
Jeśli chodzi o skład kremu, to nie mam dobrych wieści dla hejterów parabenów (czyli konserwantów) oraz parafiny - ten olej mineralny znajduje się już na drugiej pozycji na liście składników INCI. Parafiny staram się unikać w produktach do twarzy i ciała (m.in dlatego, iż ma skłonności komedogenne, co zazwyczaj powoduje u mnie wysyp mniejszych lub większych krostek na skórze), jednak w produktach do rąk czy stóp, jestem w stanie ją zaakceptować (choć oczywiście minusem jest fakt, iż powstaje ona na skutek destylacji ropy naftowej). Warto nadmienić, iż parafina nie ma właściwości nawilżających; raczej natłuszcza skórę, tworząc coś na kształt powłoki zatrzymującej w skórze wilgoć i chroniącej skórę przed czynnikami zewnętrznymi. Na plus przemawia do mnie jednak fakt, iż zarówno parabeny, jak i parafina to bardzo dobrze przebadane składniki w przemyśle kosmetycznym i czasem w gruncie rzeczy wyrządzają mniejszą szkodę niż niektóre nawet naturalne składniki (np. ekstrakty roślinne czy owocowe, na które możemy mieć uczulenie). Jest to jednak temat na dłuższą dyskusję...

Składnikami, które tutaj niewątpliwie nawilżają, zmiękczają i uelastyczniają skórę, są masło shea oraz witamina E, które działają również odmładzająco i chronią przed UV. Ponadto, krem zawiera biotynę (jest ona stosowana głównie w produktach do włosów, ale wpływa też na prawidłowe funkcjonowanie skóry) i łagodzący pantenol. 

Działanie
Co do działania produktu, na opakowaniu Producent zapewnia, iż ten luksusowy krem z nawilżającym masłem shea i witaminą E szybko się wchłania, pozostawiając skórę dłoni miękką, gładką i odżywioną (wszystkie te informacje znajdują się na opakowaniu kremu w języku angielskim, francuskim, hiszpańskim i jakimś bliżej nieokreślonym, chyba arabskim). Moim zdaniem, produkt ten spełnia wszystkie obietnice, bowiem skóra moich dłoni już po pierwszym użyciu była niezwykle miękka i gładka. Po regularnym stosowaniu mydła w płynie wraz z kremem do rąk Endless Weekend zauważyłam, iż moje dłonie faktycznie są nawilżone i odżywione; nie mogę narzekać na żaden dyskomfort związany z przesuszeniem czy ściągnięciem skóry dłoni. W tajemnicy powiem Wam również, że gdy skończył mi się krem do stóp, zaaplikowałam ten krem również na stopy (a czemuż by nie?) i muszę przyznać, że sprawdził się równie dobrze - po całej nocy stopy były nadal miękkie i dobrze nawilżone, a do tego pachnące ;).

*Pełnowymiarowe kremy do rąk (ok. 74 ml) kosztują 49 zł, natomiast 30 ml miniatury dostaniecie już za 29 zł. 


Podsumowując, zarówno z zapachów, wydajności, jak i z działania tych kosmetyków jestem bardzo zadowolona. Kosmetyki nie tylko pielęgnują skórę dłoni, ale i pięknie pachną (zapach utrzymuje się na dłoniach przez dosyć długi czas). Wydajność produktów jest bardzo zadowalająca; mydło w płynie powinno wystarczyć nawet na dwa miesiące częstego stosowania, natomiast krem do rąk wystarczy na ok. miesiąc, co jest bardzo dobrym wynikiem. Ktoś mi ostatnio powiedział, żebym uważała, bo produkty Bath & Body Works uzależniają. Niestety lub stety, nie uważałam, i już zdążyłam się mocno uzależnić. Nic sobie jednak z tego nie robię i na żadną terapię się nie wybieram. Póki co, beztrosko cieszę się weekendem bez końca i chcę więcej, więcej, więcej! xo

Więcej informacji o tych produktach znajdziecie na stronie firmy bbw-online.pl

oraz na ich Facebook'u, w zakładce "Produkty": KLIK

*Serdecznie dziękuję marce Bath & Body Works za produkty do testów

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...