THE BEST OF 2016: Kosmetyczni ulubieńcy 2016 roku

Rok 2016 był dla mnie bardzo ciekawy pod względem spotkań i nowych współprac. Spełniło się kilka moich kosmetycznych (i nie tylko) marzeń, m.in. wreszcie miałam okazję poznać marki takie jak Urban Decay, Bath&Body Works, Sesderma, Obagi, Mincer Pharma, Indigo, Nuxe czy The Body Shop. Spełniło się również moje postanowienie o spróbowaniu kawy w Starbuck'sie, jednak dzisiejszy wpis będzie traktował wyłącznie o moich ulubionych kosmetykach i zapachach minionego roku. Zapraszam na mój subiektywny ranking...


PIELĘGNACJA TWARZY

Jak widać na załączonym obrazku, w 2016 odkryłam sporo perełek kosmetycznych do pielęgnacji twarzy. Moja facjata była chroniona najlepszymi dermokosmetykami już w lecie, dzięki czemu jesienią było przy niej nieco mniej roboty: Obagi Sun Shield z SPF50 stosowany wraz z genialnym serum Repaskin Mender marki Sesderma zapewniły mojej skórze najlepszą ochronę nie tylko na urlopie w Grecji, ale i zapobiegły jednej wielkiej hiperpigmentacyjnej katastrofie, która zwykle wcześniej miała miejsce jesienią. A propos jesieni, nie obyło się bez kuracji kosmetykami z moją ulubioną witaminą C: w tym roku z ogromną przyjemnością stosowałam złuszczającą domową mikrodermabrazję i krem pod oczy Mincer Pharma, a poza tym serum oraz krem nawilżający do twarzy z linii C-VIT marki Sesderma. Ponadto, odkryłam cztery fantastyczne maseczki do twarzy: oczyszczającą Himalayan Charcoal The Body Shop, odmładzającą Organic Ocean, nawilżającą Nuxe oraz Unani (która pochodzi z najlepszego boxa kosmetycznego 2016 roku, czyli Liferia).


Ponadto, najlepszym płynem micelarnym do codziennego demakijażu okazał się micel tołpa:dermo face, a jeśli chodzi o akcesoria, to gąbka Konjac Sponge do mycia i masażu twarzy marki Yasumi - jak dotąd miałam już 3, ale w 2016 odkryłam wersję charcoal (z węglem), którą polecam zwłaszcza osobom młodym i/lub borykającym się z problemem trądziku lub niedoskonałości. w 2017 chciałabym wypróbować wersję z likopenem, przeznaczoną dla osób walczących z przebarwieniami.



WŁOSY

Zacznijmy od tego, że w zeszłym roku wreszcie udało mi się zapuścić włosy, rozjaśnić je i, co się z tym wszystkim wiąże, bardziej o nie dbać. Oprócz szamponu, nie wyobrażam sobie teraz pielęgnacji włosów bez odżywki oraz maski, stosowanej po dokładnym oczyszczeniu włosów Szamponem głęboko oczyszczającym marki Pilomax. Co prawda, stosowałam ten szampon tylko raz lub dwa razy w tygodniu od wiosny 2016 i jak dotąd, nie zamieszczałam jego recenzji na blogu, niemniej uważam, iż jest genialny. Nie tylko bardzo dobrze oczyszcza włosy z brudu, tłuszczu, resztek produktów do stylizacji itp., ale ma też miłą, kremową konsystencję, ładny zapach, i nie plącze włosów. 


Po tym szamponie zazwyczaj nakładam na włosy jakąś dobrą maskę - moim największym odkryciem i nr 1 była zdecydowanie Lniana maska Sylveco, ale uwaga: stosowana PRZED MYCIEM WŁOSÓW (jeśli chcecie wiedzieć więcej, klikajcie tutaj). 


Ponadto, moje włosy wiosną wyglądały świetnie po szamponie i odżywce tołpa: green. odbudowanatomiast jesienią, po drastycznej zmianie koloru (z brązu na blond), doskonale zrobiła im kuracja kosmetykami Jantar od Farmony. Z czystym sumieniem Wam te kosmetyki polecam, a najlepiej w duecie szampon + odżywka! 



CIAŁO

Kosmetyków do ciała zużywa się chyba najwięcej, więc ulubieńców też było sporo. Do mycia ciała, najlepiej zapamiętałam dwa produkty, które trafiły mi się w wiosennej edycji pudełka Joybox: gruboziarnisty peeling kawowy Perfecta oraz naturalny i niezwykle delikatny żel do mycia ciała i włosów 2w1 BioIQ. Ponadto, moim ulubionym złuszczającym kremem pod prysznic był tołpa: specialist - nigdy bym nie przypuszczała, że pokocham tak delikatnego zdzieraka! Jeśli zaś chodzi o zwykły (tzn. nie złuszczający) żel pod prysznic, to najlepszy był Dove oraz The Body Shop Pinita Colada - w 2017 muszę koniecznie dorwać inne wersje zapachowe, np. brzoskwiniową lub malinową! :)



Jeśli natomiast chodzi o smarowidła, bardzo miło wspominam pięknie pachnące lawendą i wanilią masło do ciała marki Absolute Care, które właśnie kończę (-> smutek!) oraz balsam i krem do rąk z masłem shea (kocham masło shea!) z Organic Ocean. Te trzy kosmetyki pochodzą ze sklepu esentire.pl, do którego z pewnością jeszcze kiedyś zajrzę...


MAKIJAŻ

Niestety, nie było zbyt wielu odkryć w dziedzinie make-up'u, niemniej moją perełką do makijażu oczu była paletka Urban Decay Naked 2 Basics, którą odkryłam już na początku 2016 roku. Genialnie sprawdza się do moich wrażliwych oczu - cienie są trwałe, nie osypują się, nie uczulają, a kolory są neutralne i pasują w zasadzie do wszystkiego (choć z pewnością od czasu do czasu trzeba je ożywić jeszcze jakimiś mocniejszymi odcieniami). Ponadto, latem najlepiej spisywał się u mnie Fluid matujący Bielenda, po którym cera wyglądała naturalnie i nie świeciła się nawet bez użycia pudru (!), na paznokciach najczęściej nosiłam lakiery marki Indigo z serii The Nudes (plus olejek do skórek, bazę i top coat, które też są świetne), natomiast na ustach najbardziej komfortowo czułam się w pomadce Golden Rose Sheer Shine Stylo Lipstick (w kolorze 10), która nie przesusza ust i ma SPF25. Wszystkie 3 ostatnie pozycje odkryłam na konferencji Meet Beauty w kwietniu 2016. Mam nadzieję, że w 2017 roku będzie jeszcze lepiej i ciekawiej!


ZAPACHY

Jeśli miałabym wybrać tylko jedne perfumy i jedną świecę, które odkryłam w 2016, to z pewnością wskazałabym Lancome La Vie Est Belle oraz Kringle Candle Gold & Cashmere. Jeśli chodzi o świecę, to odkryłam ją dopiero w grudniu (pisałam o niej tutaj), natomiast perfumy - na razie tylko w miniaturze - dostałam jako prezent do zakupów w perfumerii Douglas (douglas.pl). Zapach La Vie Est Belle to świeża, pobudzająca i jednocześnie trochę słodka mieszanka kwiatowo-orientalnych nut (m.in. magnolii, irysa, paczuli). Jestem pewna, że w przyszłości skuszę się na jego pełną wersję; na szczęście, zapach jest bardzo trwały i ta miniaturka będzie mi uprzyjemniać jeszcze parę miesięcy 2017 roku... :)


Jeśli jednak mam być szczera, to rok 2016 był rokiem wielu wspaniałych zapachów i świec; nie sposób nie wspomnieć również o Pain Au Raisin od Yankee Candle, Seaside Citrus marki Bath & Body Works czy też Cappuccino z Polskich Świec. Bardzo miło wspominam je wszystkie i mam nadzieję, że w 2017 będę miała okazję poznać ich jeszcze więcej... xo


Znacie moich ulubieńców? A jakie kosmetyki 
skradły Wasze serca w 2016 roku?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...