Ulubieńcy marca 2017: książki


W marcu przeczytałam cztery nowe książki plus dwie stare (były to książki E.E. Schmitta, których chciałam się pozbyć). Jeśli chodzi o te nowe, pierwszą pozycją był poradnik Aimee Song "Pokaż swój styl. Jak się wyróżnić, przyciągnąć obserwujących i zbudować markę na Instagramie", który czyta się lekko, łatwo i przyjemnie. Książka zawiera masę porad odnośnie technik robienia zdjęć, kadrowania, ustawiania ostrości oraz dostępnych filtrów i aplikacji, które znacznie ułatwiają pracę z telefonem oraz z IG. Mnie osobiście najbardziej spodobał się rozdział dotyczący flat lay i zdjęć produktowych (wiadomo!), a poza tym rozdziały takie jak np. "Unikanie instabanałów", "Hasztag kontra geotag i co to wszystko znaczy", czy "Konstruowanie idealnej siatki". Przyznam szczerze, że tagowanie oraz spójny feed nie są moją najmocniejszą stroną i wciąż muszę się jeszcze sporo nauczyć. Tak czy inaczej, sporo się dowiedziałam i wiem, że powinnam uzbroić się w cierpliwość, a poza tym pstrykać, pstrykać i więcej publikować (oczywiście, z większą regularnością), ale nie zawsze po prostu mi się chce... Najmniej zainteresowały mnie porady dotyczące pstrykania OOTD (jest to raczej działka blogerek modowych, a nie lifestyle'owych) i selfie, ponieważ po prostu za nimi nie przepadam (a poza tym, wydają mi się trochę narcystyczne). Myślę, że wiele z Was znajdzie w tej pozycji kilka przydatnych wskazówek, a jeśli chcecie postawić na współpracę z markami, to polecam Wam rozdział 5 ("Instazłoto"). Generalnie, książka napisana w przystępny sposób, z humorem, a do tego ładnie wydana (zawiera mnóstwo zdjęć autorki), więc lektura na pewno i Wam się spodoba.


Po instagramowych poradach przerzuciłam się na wywody słynnej ginekolog i seksuolożki, Michaliny Wisłockiej. "Sztuka kochania" wpadła w  moje ręce zupełnie nieoczekiwanie, podczas ostatniej wizyty w bibliotece. Po obejrzeniu filmu, miałam ogromną ochotę przeczytać książkę. Jak widzicie, moje wydanie (Wydawnictwo Iskry, Warszawa,1985 r.) jest bardzo stare i dosyć mocno zdezelowane, przewinęło się bowiem przez kilka pokoleń czytelników biblioteki publicznej. Niestety, zarówno mała czcionka, jak i specyficzny zapach (no wiecie, trąci myszką - dosłownie! ;), nie ułatwiały mi lektury, niemniej, zawarte w niej treści sprawiły, że przeczytałam od deski do deski. Pierwsze rozdziały to już dla mnie "musztarda po obiedzie" (narodziny uczuciowości, dorastanie, pierwsze kontakty seksualne, antykoncepcja itp.), natomiast rozdziały poświęcone zmysłom, orgazmom, czy unikaniu monotonii w związkach okazały się niezwykle przydatne i fascynujące. Moim zdaniem, "Sztuka kochania" powinna być lekturą obowiązkową każdej młodej kobiety (oraz mężczyzny!), także ogromnie się cieszę, że po ogromnym sukcesie filmu o autorce, książka aktualnie znajduje się na liście bestsellerów w polskich księgarniach. 


Bardziej odpowiednia dla mnie okazała się druga część poradnika - "Sztuka kochania w dwadzieścia lat później" (Iskry, 1988). W tej części Wisłocka poświęca sporo uwagi różnego rodzaju problemom, takim jak onanizm młodzieńczy, oziębłość kobiet, niepłodność, klimakterium, przerost prostaty czy miłość w wieku dojrzałym. Część II - "Miłość po trzydziestce" najbardziej mnie zainteresowała (w tym roku kończę 35 lat!), ale w innych rozdziałach również znalazłam kilka interesujących i zaskakujących informacji (dowiedziałam się m.in., kim są tzw. "matki jemioły", co to jest wirylizator oraz jakie cechy powinien posiadać mądry mąż i jak powinien się podmywać ;) Przyznam, że niektóre porady i poglądy doktor Wisłockiej już dawno można by schować do lamusa, niemniej jest w jej książkach wciąż sporo aktualnych i uniwersalnych prawd, jak również sporo zaskakujących i przydatnych informacji. Jeśli jeszcze nie miałyście okazji czytać tych książek, to najwyższa pora to zmienić! 


Ostatnią przeczytaną w marcu książkę powinnam pominąć milczeniem, wspomnę jednak o niej w zaledwie kilku zdaniach. Mam tu na myśli "Brak wiadomości od Gurba" autorstwa Eduardo Mendozy. Niestety, jest to moja pierwsza książka tego autora. Piszę "niestety", ponieważ słyszałam o nim wiele dobrego, a ta pozycja raczej mnie zniechęciła do kolejnych powieści. "Brak wiadomości" to dziennik kosmity na Ziemi, który miał być komedią, a wyszła z tego żałosna i moim zdaniem strasznie durna paplanina. Całe szczęście, że przeczytałam tę książkę w jeden dzień, inaczej zwyczajnie było by mi żal straconego czasu. Nie jest to książka, którą będę długo pamiętać. I całe szczęście!

Dajcie znać, jakie książki ostatnio czytaliście 
i co polecacie na wiosenne przedpołudnia, xo

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...