Wiosenny haul kosmetyczny


Przyszła wiosna i wraz z nią zmiany, również w pielęgnacji twarzy i włosów. Przede wszystkim, już w pierwsze wiosenne dni (nawet te pochmurne) zaczęłam używać wysokiego filtra (SPF50). Przy mojej skłonności do przebarwień to po prostu konieczność. Jednak w tym roku postanowiłam wypróbować filtry mineralne, które są o wiele bezpieczniejsze dla zdrowia. Korzystając ze zniżki -20%, zamówiłam sobie zatem na stronie skin79 koreański krem o wdzięcznej nazwie Non-chemical sun block z SPF50+ PA+++. Krem zawiera 100% filtrów mineralnych oraz liczne ekstrakty roślinne, jest przeznaczony do cery w każdym wieku, nawet tej bardzo wrażliwej. Pomimo trochę "tępej" konsystencji, jak na razie jestem bardzo zadowolona z kremu - wchłania się szybko, nadaje pod makijaż i (odpukać) jak dotąd nie mam na czole nowych plam :)



Ponadto, na stronie mintishop zamówiłam sobie także koreańskie maski w płachcie (była promocja na koreańską pielęgnację, więc trza było skorzystać!). Pierwsza z nich to słynny ślimaczek, czyli Fresh Garden Mask Snail od skin79. Maska ma za zadanie nawilżać i odmładzać, ale ja liczę przede wszystkim na nawilżenie, ponieważ po zimie moja mieszana skóra ma tendencję do przesuszania (głównie poza strefą T, czyli na policzkach). Ponadto wzięłam sobie trzy maski rozjaśniające Holika Holika Makgeolli Brightening Mask Sheet oraz z czystej ciekawości Pig-nose clear black head Perfect sticker, czyli oczyszczający plaster na zaskórniki, które są prawdziwym wrzodem na tyłku. 



Jeśli chodzi o makijaż, to przed Dniem Kobiet skorzystałam z 20% rabatu na sephora.pl i zamówiłam sobie wymarzoną paletkę cieni do powiek Caramel Melange niemieckiej marki Zoeva. Paletka jest przepięknie i bardzo solidnie wykonana, posiada śliczne, ciepłe kolory (mix ciepłych brązów i miedzi) i jak na razie, spisuje się doskonale. Cienie są bardzo mocno napigmentowane, łatwo się blendują, a do tego nie mają w składzie parabenów, olei mineralnych, ftalanów, czy substancji zapachowych. Jedynym minusem paletki może być brak lusterka, choć ja nie narzekam (lusterko tak czy siak mam na toaletce, zaś gdy jestem w podróży, to zawsze się znajdzie w jakiejś innej paletce czy pudrze do twarzy). 



Wiosną postawiłam również na pielęgnację włosów. Na promocji 1+1 w Rossmannie (było to jakoś przed Dniem Kobiet) kupiłam dwa szampony, a w zasadzie Eliksiry do mycia włosów WS Academy Wierzbicki&Schmidt. Szampony mają zgrabne butelki, ale niestety trochę ciężko się otwierają mokrymi dłońmi. Paczula wonna pachnie bardzo ładnie, ale zbyt intensywnie, więc najczęściej po prostu mieszam ją w Eliksirem Bezzapachowym i jest git majonez. 



Ponadto skończył mi się suchy szampon marki Aussie (swoją drogą, bardzo kiepski), więc postanowiłam wrócić do sprawdzonego Batiste. Tym razem padło na wersję Floral & flirty blush, gdyż nie było mojej ulubionej orientalnej. Od jakiegoś czasu raczej unikam używania suchych szamponów, ale lubię mieć zawsze w domu jedną butlę na tzw. czarną godzinę (tj. sytuację, gdy jestem chora lub gdy wyjątkowo muszę gdzieś bardzo wcześnie wstać) lub po prostu do stylizacji włosów na jakieś wyjście. 


A na koniec, w stacjonarnym salonie Yves Rocher, skusiłam się jeszcze na Olejek odbudowujący do włosów z olejkiem jojoba. Miałam kiedyś szampon z tej serii i był świetny (a do tego ten zapach!). Zobaczymy zatem, czy olejek też da radę wygładzić i nawilżyć moje rozjaśniane włosy... Nakłada się go na minimum 10 minut na suche włosy przed ich myciem, a następnie myje głowę szamponem. Pani w sklepie powiedziała mi, że spokojnie mogę go zostawić na włosach dłużej, np. na pół godziny. No nic, pożyjemy, popróbujemy, zobaczymy! 



Dajcie znać, które kosmetyki najbardziej Was zaciekawiły, a na pewno za jakiś czas wrócę do Was z recenzją. xoxo

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...