Wojciech Jagielski "Na wschód od zachodu"


Są czasem książki tak dobre, że człowiek nie chce przeczytać za szybko, od razu, tylko dawkuje sobie tak, by historia towarzyszyła mu najdłużej, jak się da. Tak było właśnie u mnie w przypadku książki "Na wschód od zachodu" Wojciecha Jagielskiego - czytałam ją dość długo, delektując się każdym słowem, akapitem, rozdziałem, aby po pierwsze nic mi nie umknęło, a po drugie za szybko nie odczuć smutku związanego z odstawieniem tak wspaniałej lektury.

                              
Na początek przyznam, że było to moje pierwsze spotkanie z Wojciechem Jagielskim. Dowiedziałam się, że jest on dziennikarzem, korespondentem oraz autorem reportaży, głównie o tematyce wojennej. "Na wschód od zachodu" to ponoć pozycja całkowicie inna od pozostałych. Jeśli chodzi o konstrukcję, to książka została podzielona na trzy rozdziały. Pierwszy z nich, "Za murami Dżajsalmeru", liczy niecałe trzydzieści stron, ale jest moim zdaniem bardzo ciekawą opowieścią o wyprawie na pustynię z całą plejadą fascynujących postaci (takich jak poganiacz wielbłądów Kumar, duński filozof Eliksir, Radżesz czy Koleżka (Buddy) - włóczęga z Wielkiej Brytanii, miłośnik palenia wszelkich substancji oraz wolności).


Rozdział drugi, zatytułowany "Święty nikt", jest z kolei najdłuższym rozdziałem z całej książki i jest zarówno opowieścią o "Świętym", jak również opowieścią o wojnie w dolinie Swatu, o hipisach, poszukiwaniu swojej własnej drogi ku wolności, czy wreszcie o ucieczce od konsumpcjonizmu i obłudy zachodniego świata. W tym rozdziale autor przedstawia Indie nie tylko z perspektywy korespondenta, ale również z perspektywy aktywnego uczestnika wyprawy i uważnego obserwatora. Jagielski przyznaje, że lubi przesiadywać w kafejkach lub spacerować ulicami i obserwować (lub, jak sam to ujął, "podglądać") ludzi oraz ich codzienne życie. Co więcej, autorowi udało się nawiązać relacje ze Świętym, czy też z właścicielem hotelu Viraat, Kulwantem Singh'em, dzięki czemu jego narracja jest niezwykle autentyczna, żywa i pasjonująca. W tym rozdziale poznajemy z jednej strony Indie biedne i tanie dla skromnego włóczęgi, gdzie za dolara można znaleźć nocleg, zaś za drugiego pożywienie. Z drugiej jednak strony, poznajemy również kraj pełen paradoksów ("bogaty kraj biednych ludzi") jak również miejsca, w których tubylcy zbijają niezłe fortuny na zachodniej modzie na kadzidełka, medytacje, jogę itp.


Ostatni rozdział to z kolei opowieść o Kamal, dziewczynie z Polski, która rzuciła dwa fakultety i zamożny dom rodzinny i od dłuższego czasu przemierza Indie wraz z dorastającym synem w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca dla nich dwojga. Dla mnie osobiście jest to historia wiecznego niezdecydowania, tułaczki oraz emocjonalnego zagubienia bogu ducha winnego chłopaka. Tak czy inaczej, "Na wschód od zachodu" to reportaż, który czyta się jak najlepszą powieść, od której z jednej strony nie można się oderwać, a z drugiej strony nie chce się zbyt szybko kończyć. Polecam nie tylko hipisom czy miłośnikom Indii, ale także wszystkim ludziom, którzy lubią poznawać świat oraz różne ludzkie historie.

Autor: Wojciech Jagielski
Tytuł: Na wschód od zachodu
Wydawnictwo: Znak
Oprawa: Twarda 
Data wydania: 31 stycznia 2018
Ilość Stron: 320
Moja ocena: 8/10.


*Niniejsza recenzja została napisana dla pewnej księgarni internetowej. 
Niestety, po przesłaniu recenzji kontakt się urwał i tekst nie został 
opublikowany, a minęło już ponad pół roku. Postanowiłam zatem 
podzielić się moimi wrażeniami z Wami, gdyż książka jest tego warta. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...