Zaczytane lato III: Elizabeth Gilbert "Miasto dziewcząt"

Elizabeth Gilbert w Stanach Zjednoczonych jest prawdziwą gwiazdą, a każda jej nowa książka od razu staje się sensacją i zyskuje poparcie zarówno krytyków literackich, jak i czytelników. W Polsce Gilbert ma również rzesze wiernych fanów, natomiast jest znana głównie z powieści oraz filmu pod tytułem "Jedz, módl się, kochaj" (na pewno pamiętacie Julię Roberts w roli Liz Gilbert)Muszę przyznać, że jest to jedna z moich ulubionych współczesnych pisarek, zaś moją ukochaną powieścią jest "Botanika Duszy" (z ang. 'The Signature of All Things'), wydana w Polsce w 2014 roku. Tak czy inaczej, przeglądając newsy na portalu Lubimy Czytać, przez przypadek dowiedziałam się, że 3 września bieżącego roku Dom Wydawniczy REBIS wydaje kolejną powieść Elizabeth Gilbert i w związku z tym poszukuje 20 recenzentów. Oczywiście, zgłosiłam się od razu i szczęśliwie zostałam wybrana do szacownego grona. "Miasto dziewcząt" trafiło do mnie przedpremierowo w pierwszej połowie sierpnia, zatem dzisiaj zapraszam Was na moje wrażenia z lektury.


Akcja powieści rozgrywa się w największej metropolii świata, tj. w Nowym Jorku, ale żeby nie było zbyt banalnie, jest to Nowy Jork od lat 40. do 70. XX wieku. Główna bohaterka i jednocześnie narratorka powieści, Vivian Morris, w wieku 19 lat zostaje wydalona z uczelni oraz wysłana przez swoich bogatych rodziców do Nowego Jorku, do ciotki Peg, która prowadzi teatr rewiowy o nazwie Lily Playhouse. Śliczna, rozpuszczona, ciekawa życia i dosyć próżna Vivian od razu "wsiąka" w środowisko teatru i zaprzyjaźnia się z aktorkami, tancerkami oraz showgirls (a zwłaszcza z jedną z nich, Celią Ray). Za dnia pracuje przy przedstawieniach jako kostiumolog, a w nocy bawi się w nocnych klubach, eksplorując swą kobiecość i cielesność. Trzeba przyznać, że jak na lata 40. XX wieku, bohaterka prowadzi dość nowoczesne i rozwiązłe życie. W pewnym momencie, tuż przed premierą sztuki zatytułowanej "Miasto dziewcząt", Vivian zakochuje się po raz pierwszy w życiu, a nieco później staje się bohaterką skandalu, co doprowadza do jej moralnego upadku. Czy się z tego podniesie i czy czegoś ją to nauczy, dowiecie się sami, czytając "Miasto dziewcząt". Ja nie chcę zdradzać zbyt wiele, jeśli chodzi o fabułę, niemniej zachęcam gorąco, abyście sami sięgnęli po najnowsze literackie dziecko Gilbert. 


"Gdy byłam młodsza, chciałam zawsze być w samym centrum wszelkich zdarzeń w Nowym Jorku, ale powoli docierało do mnie, że nie istnieje żadne centrum. Centrum jest wszędzie - gdziekolwiek żyją ludzie. Nowy Jork to miasto milionów centrów."
 [Elizabeth Gilbert, "Miasto dziewcząt", wyd. Rebis, str. 381]


Jak mówi w wywiadach sama autorka, jej najnowsza powieść jest "bardzo pogodna, figlarna i seksowna", natomiast research zajął jej mniej więcej cztery lata. W moim odczuciu, jest to niezwykle barwna, tętniąca energią i ciekawa historia życia niegrzecznej dziewczynki; opowiada nie tylko o teatrze, modzie i Nowym Jorku, ale też o kobiecej seksualności, upadku, dojrzewaniu, traumie powojennej, różnych aspektach miłości czy wreszcie przyjaźni. Bohaterowie "Miasta dziewcząt" są bardzo różnorodni: mamy tu zarówno pięknych i utalentowanych ludzi show biznesu, bogatych playboyów z Manhattanu, porządne amerykańskie rodziny z Clinton, jak również silne kobiety po przejściach, przedsiębiorczych Żydów, matki samotnie wychowujące potomstwo, weteranów wojennych, czy wreszcie biedotę z Brooklyn'u. Jeśli mam być z Wami szczera, to na początku nie byłam zachwycona książką (w zasadzie trochę się męczyłam tą całą rewią i blichtrem, aż do 92 strony, kiedy to Vivian w dość nietypowy i zabawny sposób traci dziewictwo). Co więcej, miałam mieszane uczucia odnośnie głównej bohaterki. Na początku bardzo mnie rozczarowała jej próżność, egoizm oraz lekkomyślne postępowanie, a przede wszystkim nie mogłam jej wybaczyć tego, że zmarnowała swój potencjał i przy okazji zrujnowała wiele innych osób. Na szczęście, w powieściach Elizabeth Gilbert nic nie jest czarno-białe, również główna bohaterka w ostatecznym rozrachunku okazuje się wartościowym człowiekiem, a jej historia rozwija się w mądry i zaskakujący sposób, poruszając wiele istotnych wątków. Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe aspekty, muszę przyznać, iż "Miasto dziewcząt" to bardzo smaczna i inteligentnie skonstruowana powieść obyczajowa z historią Nowego Jorku i drugiej wojny światowej w tle. Jest to pozycja obowiązkowa nie tylko dla miłośników talentu Gilbert czy Nowego Jorku, ale też dla wszystkich, którzy cenią dobrą prozę i nietuzinkowe, psychologicznie skomplikowane postaci. Póki co, moją ukochaną powieścią autorki nadal pozostanie "Botanika duszy", niemniej "Miasto..." plasuje się tuż za nią, na drugiej pozycji.

Autor: Elizabeth Gilbert
Tytuł: Miasto dziewcząt
Tytuł oryginału: City of girls
Wydawnictwo: Rebis
Oprawa: Miękka
Premiera: 3 września 2019
Ilość Stron: 528
Moja ocena: 7/10.


Za przedpremierowy egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu REBIS.



Komentarze

  1. Myślę, że jest warta przeczytania. Chętnie po nią sięgnę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie! Dzisiaj już ją widziałam w księgarniach jako nowość, ale myślę, że lada moment stanie się bestsellerem ;)

      Usuń
  2. Książka świetna, widzę, że główna bohaterka budzi w nas podobne uczucia 😄😄😄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda :) Tak jak Ci pisałam, koniecznie przeczytaj "Botanikę duszy" - mam nadzieję, że Cię zachwyci.

      Usuń
  3. Nie czytałam jeszcze nic tej autorki.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy konstruktywny komentarz. Dodaje mi to energii i motywuje do dalszego pisania :)

- Justyna F (Elfie)