Moje doświadczenia z kosmetykami MAKE ME BIO

Dawno nie pisałam o kosmetykach, a to przede wszystkim dlatego, że dążę do minimalizmu i less waste. Poza tym, wolę się trzymać sprawdzonych i ulubionych produktów, aniżeli non stop testować nowości. Jednak od czasu do czasu robię wyjątki i sięgam po nowe marki, zwłaszcza te naturalne i polskie. Tak też było z kosmetykami polskiej firmy Make Me Bio, które kupiłam w sklepie internetowym Kontigo i sprawdziłam na własnej skórze już ponad rok temu. Dzisiaj chcę się z Wami podzielić moimi wrażeniami, a na tapetę wzięłam krem pod oczy, peeling do twarzy oraz (w telegraficznym skrócie) wodę różaną.


Bio krem pod oczy z marakują i zieloną herbatą

Krem znajduje się w białym plastikowym opakowaniu o pojemności 15 ml, czyli standard jeśli chodzi o krem pod oczy. Zapłaciłam za niego 28,47 zł, normalnie w różnych sklepach dostaniecie go za 36-39 PLN. Jak widać na załączonym obrazku, na opakowaniu znajdziemy naklejkę z nazwą i specyfikacją produktu oraz szczegółowe informacje odnośnie składu, sposobu użycia, itp. Muszę przyznać, że opakowanie jest bardzo lekkie i poręczne, zaś aplikacja kosmetyku łatwa, przyjemna i higieniczna (za sprawą buteleczki typu air less). Pompka do samego końca działała bez zarzutu, dozując odpowiednią ilość produktu. Jedynym minusem dla mnie jest fakt, iż opakowanie jest plastikowe, a nie szklane (od jakiegoś czasu, w miarę możliwości staram się kupować produkty w szkle).

SKŁADNIKI (INCI):
AQUA (WODA), ALOE BARBADENSIS (ALOES) LEAF JUICE*, CETEARYL ALCOHOL & POLYSORBATE 60, PALM FREE VEGETABLE GLYCERIN (ROŚLINNA GLICERYNA - BEZ OLEJU PALMOWEGO), HELIANTHUS ANNUUS (SŁONECZNIK) SEED OIL*, OLEA EUROPAEA (OLIWKA) OIL*, COCOS NUCIFERA (KOKOS) OIL*, BUTYROSPERMUM PARKII (MASŁO SHEA) BUTTER*, PRUNUS ARMENIACA (MORELA) KERNEL OIL*, ZINC OXIDE, SILK PEPTIDE PROTEIN, ASCORBIC ACID (WITAMINA C), SODIUM HYALURONATE, PALM STEARIC ACID, XANTHAN GUM, TRITICUM VULGARE (PSZENICA) GERM OIL*, ARGANIA (ARGAN) OIL, CAMELLIA SINENSIS LEAF (EKSTRAKT Z ZIELONEJ HERBATY) EXTRACT*, PASSIFLORA EDULIS (MARAKUJA) EXTRACT*, TOCOPHEROL (WITAMINA E), ARNICA (ARNIKA) OIL, FICUS CARICA (FIGOWIEC POSPOLITY) LEAF EXTRACT*, VACCINIUM MYRTILLUS (BORÓWKA CZARNA) EXTRACT*, RUBUS IDAEUS (WYCIĄG Z MALINY) EXTRACT*, PHENOXYETHANOL, ETHYLHEXYLGLYCERIN *Z UPRAW ORGANICZNYCH.


Sam krem ma konsystencję dość gęstą i jest bezzapachowy, co moim zdaniem jest plusem w przypadku kosmetyku na wrażliwe okolice oka. Produkt szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze, pomimo zawartości licznych olei oraz masła shea. Nadaje się pod makijaż, nie roluje itd. Jednak jeśli chodzi o obiecane przez producenta działanie, to niestety tutaj już tak dobrze nie jest. Na plus mamy oczywiście dobry, naturalny skład plus ochronę SPF 25, natomiast co do efektu, odnotowałam jedynie dwa: bardzo dobre nawilżenie oraz uelastycznienie skóry wokół oczu. Niestety, w moim przypadku nie było żadnego rozjaśnienia cieni pod oczami ani zniwelowania worków (i to po zużyciu kremu do cna!), a muszę przyznać, że na ten efekt naiwnie liczyłam. No cóż, już chyba taki mój los i moja nieszczęsna uroda, chyba że zdecyduję się na jakieś spektakularne rozjaśnienie tych okolic z wykorzystaniem zabiegów medycyny estetycznej.



Plusy:
  • dobry, naturalny skład
  • zawiera filtr (SPF 25)
  • opakowanie poręczne i solidnie wykonane
  • butelka wyposażona w dozownik typu airless
  • kosmetyk dobrze nawilża skórę pod oczami
  • nadaje się pod make-up
  • nie podrażnił mojej skóry, nie uczulił, nie wysuszył
  • wydajny, starczył mi na kilka miesięcy.
Minusy:
  • plastikowe opakowanie
  • kosmetyk nie robi zbyt wiele poza nawilżaniem. 
Podsumowując, krem był w porządku jeśli chodzi o aplikację i nawilżanie skóry pod oczami. Niestety, poza tym nie robił praktycznie nic - po zużyciu calutkiej buteleczki, nie zauważyłam, aby zmarszczki były wygładzone, a cienie i obrzęki pod oczami zniwelowane, jak to obiecuje producent na opakowaniu. Na plus jest fakt, że produkt nie wyrządził mi krzywdy (tj. nie podrażnił mojej skóry, nie uczulił, ani nie przesuszył), jednak w moim odczuciu nie jest on wart ani 30, ani tym bardziej 40 złotych.

Delikatny peeling do twarzy, Almond scrub

Powiem szczerze, że tu się zdziwiłam. Miałam nadzieję, że w tym uroczym, szklanym słoiczku (poj. 60 ml) znajdę gotowy peeling do nałożenia na twarz, jednak po otwarciu okazało się, że jest to suchy proszek do rozrobienia z wodą, który zamienia się w niezbyt efektowną papkę o owsianym lub też lekko orzechowym zapachu, który osobiście niezbyt przypadł mi do gustu. Producent proponuje również wymieszanie peelingu z mlekiem, ale przyznam, że w mojej kuchni raczej mleka nie uświadczysz, a poza tym chyba nawet nie miałabym ku temu odwagi. Oczywiście, po uzyskaniu konsystencji pasty, peeling zmywamy pod bieżącą wodą. 


Jak dla mnie, konieczność samodzielnego przygotowania produktu jest dużym minusem, bowiem uzyskanie zadowalającej konsystencji graniczyło tu z cudem (papka lubi sobie spaść i pobrudzić bluzkę, no i te okropne grudy!), a poza tym nie każdy ma na to czas i ochotę. Jeśli już, to raczej wolę samodzielnie wykonane scruby z produktów dostępnych w mojej kuchni, które nie kosztują mnie nic; tu warto wspomnieć, że ten kosmetyk w Kontigo kosztował mnie dokładnie 27,19 zł (natomiast cena podana na stronie producenta to 35 zł).  


Ale jak już sobie ponarzekałam, muszę wspomnieć o pozytywach. Na plus jest oczywiście szklany słoiczek oraz w 100% naturalny skład (patrz drugie zdjęcie produktu, powyżej), który bazuje na owsie, oleju ze słodkich migdałów, pestkach słonecznika, białej glince i cynamonie, w większości z upraw organicznych. Ponadto, działanie kosmetyku oceniam bardzo dobrze; od razu po użyciu, buzia jest nie tylko ładnie oczyszczona, ale też miękka jak pupcia niemowlaka i nawilżona. Trądziku na szczęście nie posiadam, aczkolwiek wydaje mi się, że może to być produkt odpowiedni również dla cery problematycznej, trądzikowej. Poza tym jest to bardzo delikatny scrub - złuszcza i oczyszcza, nie podrażniając i nie powodując efektu ściągniętej, przesuszonej skóry.

Plusy:
  • w 100% naturalny skład
  • szklany słoiczek
  • brak substancji zapachowych
  • produkt bardzo delikatny, idealny do cer wrażliwych
  • złuszcza w bardzo łagodny sposób
  • buzia jest oczyszczona, nawilżona, gładka i miękka.
Minusy:
  • produkt wymaga trochę wysiłku 
  • brudzi umywalkę i odzież
  • niezbyt przyjemnie pachnie.
Muszę przyznać, że mam mieszane odczucia co do tego produktu. Z jednej strony, Almond scrub ma fajny, naturalny skład, szklane opakowanie i dobre działanie na moją mieszaną skórę, jednak z drugiej strony, sposób aplikacji, cena i zapach nie zachęcają mnie, by znowu po niego sięgnąć. Jeśli lubicie się babrać i samodzielnie tworzyć mikstury pielęgnacyjne, to polecam Wam ten produkt wypróbować. Ja jestem jednak  zbyt leniwa, pedantyczna i skąpa, by płacić ok. 30 zł za peeling do twarzy, który mogę sobie zrobić we własnej kuchni praktycznie za darmochę, a i mniej się przy tym upaćkać.


Ponadto, miałam również wodę różaną Make Me Bio, czyli hydrolat z róży damasceńskiej w formie mgiełki. Skład naturalny w 100%, zapach niezbyt przypadł mi do gustu, natomiast sama woda świetnie odświeżała, tonizowała, nawilżała i koiła moją skórę. Produkt jest sprzedawany w plastikowej butelce, co moim  zdaniem jest minusem (zawsze jednak wolę tego typu produkty w szkle!), natomiast aplikację w ogromnym stopniu ułatwiała pompka. Produkt wydajny i niedrogi, za 100 ml zapłaciłam ok. 12-13 zł (oczywiście w promocji). Niestety, zdjęcia produktu w tej chwili nie posiadam, a butelka już dawno trafiła do kosza z odpadami segregowanymi. Niemniej, polecam!


Dajcie znać, czy znacie kosmetyki tej marki 
i co ewentualnie jest godne uwagi. xo

Komentarze

  1. Miałam tylko krem różany i pomarańczowy, które też cudów nie zrobiły. Te akurat nie są dla mnie, moja skóra jest kapryśna i wymagająca, a ja leniwa do bólu ;) Też ostatnio rzadko cokolwiek kupuję, lubię sprawdzone produkty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotko, najlepiej jest trzymać się tego, co nam się sprawdza :)

      Usuń
  2. Tych nie znam, ale bardzo lubię wodę różaną i kremy (różany i do cery tłustej).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta woda różana jest faktycznie dobra, a kremy kiedyś jeszcze wypróbuję :)

      Usuń
  3. Z tej firmy miałam tylko różany krem do twarzy i wspominam go całkiem dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam ochotę wypróbować też ich kremy, ale może niekoniecznie różany, bo zapachu nie lubię ;)

      Usuń
  4. Lubię kosmetyki Make Me Bio i ten krem pod oczy też miło wspominam :) Pisałam u siebie na blogu o innych, jeśli jesteś ciekawa to zajrzyj ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy konstruktywny komentarz. Dodaje mi to energii i motywuje do dalszego pisania :)

- Justyna F (Elfie)