Distillery - test nowej, ekologicznej i wegańskiej linii pielęgnacyjnej AVON

Kiedy się dowiedziałam, że marka AVON wypuszcza nową, ekologiczną i wegańską linię pielęgnacyjną Distillery, od razu wiedziałam, że przynajmniej część produktów prędzej czy później trafi w moje ręce. Na szczęście, udało mi się załapać do testowania kosmetyków Distillery w ramach programu Hot Noty (jest to kampania skierowana do Ambasadorek, zwanych kiedyś konsultantkami Avon). Przetestowałam wszystkie pięć produktów z nowej linii, tak więc dzisiaj biorę je wszystkie na tapetę i przychodzę do Was z moją szczerą opinią, prezentując zarówno ich mocne, jak i te słabsze strony.


Distillery to innowacyjna linia produktów do pielęgnacji twarzy, która bazuje na mocno skoncentrowanych składnikach, pozyskanych metodą destylacji. Jak zapewnia producent, kosmetyki te są wegańskie i ekologiczne, nie zawierają alkoholu, aromatów i syntetycznych substancji. W skład linii wchodzi pięć produktów: balsam do mycia twarzy,  olejek do twarzy, witamina C w proszku, krem na dzień z SPF 25 oraz krem na noc. Produkty te mają za zadanie przede wszystkim regenerować skórę, przywrócić jej blask i energię. Ich ceny w obecnym katalogu (15/2019) wahają się w granicach 59-79 PLN.

CLEAN BREAK CLEANSER (50 ML)
Balsam oczyszczający do twarzy z ekstraktami roślinnymi

Jest to balsam o konsystencji masła, formuła bez wody. Zawiera 69% czystego, tłoczonego olejku morelowego, ma ponadto w składzie m.in. masło kakaowe, masło mango i ekstrakt z ogórka. Jedyny produkt z całej linii, który dość mocno pachnie, a pachnie bardzo przyjemnie - jest to miks naturalnych olejków z ogórkami (lubię takie aromaty, i to bardzo!). Nakładamy go na skórę i wmasowujemy, a następnie , gdy produkt zmieni się w mleczko, spłukujemy ciepłą wodą. Ja dodatkowo tonizuję skórę, ponieważ przy pominięciu tego etapu skóra nadmiernie się błyszczała (a olejek i kremy z tej linii do lekkich nie należą, z wyjątkiem żelu na noc). Muszę przyznać, że ten balsam podoba mi się jako jeden z kilku etapów oczyszczania skóry twarzy, ponieważ ładnie pachnie, jest przyjemny w użyciu, fajnie zmywa podkład i dzięki zawartości naturalnych olejków pozostawia skórę odżywioną, miękką i nawilżoną. Niestety, nadaje się tylko i wyłącznie do demakijażu twarzy, ponieważ gdy próbowałam zmyć nim makijaż z oczu, skończyło się na szczypaniu, chwilowym łzawieniu i efekcie mgły, a tego bardzo nie lubię. Także jeśli chodzi o demakijaż oczu, produkt ten kompletnie się u mnie nie sprawdził i nie zastąpi mi płynu micelarnego, jest natomiast tylko jednym z etapów oczyszczania twarzy. 



PURIFY FACIAL OIL (30 ml)
Regenerujący olejek do twarzy z olejem jojoba

Jest to detoksykująco-regenerujący olejek, którego 97% składu stanowi olej jojoba. Ponadto, ma też w składzie fitol oraz witaminę E. Jest to zielony olejek, którego 3-5 kropli aplikujemy na skórę po demakijażu, tuż przed nałożeniem kremu na dzień i na noc. Powiem szczerze, że dla mojej mieszanej cery (jestem przed 40.) idealna porcja to maksymalnie 3 krople olejku nałożone przed kremem na twarz. Czasem dodaję do niego małą dawkę witaminy C w pudrze (jakoś tak z tym olejkiem najlepiej mi się ją aplikuje), ale zazwyczaj takie combo robię sobie podczas wieczornej pielęgnacji. Powiem Wam, że zazwyczaj olejki są za ciężkie dla mojej skóry, ale ten bardzo polubiłam, więc staram się go używać minimum raz dziennie, właśnie na noc (niestety, w połączeniu z kremem na dzień, moja cera nadmiernie się przetłuszczała). Jeśli chodzi o działanie, to skóra wygląda młodziej, jest miękka, nawilżona, odżywiona i pełna blasku (choć z drugiej strony może produkować trochę za dużo sebum). Jeśli macie skórę suchą, to olejek powinien okazać się strzałem w dziesiątkę, natomiast skórom tłustym na pewno go nie polecam. Warto również zaznaczyć, że jest to produkt najbardziej wydajny z całej linii, a pipetka jest bardzo solidnie wykonana i dozuje odpowiednią ilość kosmetyku. Ja dodatkowo lubię po nim wykonać masaż twarzy specjalnym kulkowym urządzeniem Anew.


C SHOT POWDER (5g)
Skoncentrowana 100% witamina C w pudrze

Jeśli mam być szczera, z tym produktem średnio się polubiłam. Po pierwsze, ze względu na moje pedantyczne skłonności, forma proszku niezbyt mi odpowiada - podobnie jak w przypadku minerałów do makijażu, wiąże się z irytującym dla mnie osypywaniem produktu na ubrania czy meble, po którym niestety dodatkowo trzeba sprzątać. Poza tym,  chyba na stare lata robię się leniwa; dozowanie i mieszanie porcji proszku z kremem wymaga trochę zabawy i cierpliwości, a ja jakoś tak wolę gotowe kosmetyki z witaminą C (np. serum ANEW). Jednak aby oddać temu sproszkowanemu diabłu sprawiedliwość, warto nadmienić, że ta mała szklana fiolka to prawdziwa bomba witaminy C (100% skoncentrowany kwas askorbinowy bez dodatku wody, który podobno w takiej formie nie ulega degradacji). U mnie najlepiej sprawdzała się metoda: najpierw porcja proszku na dłoń, potem olejek lub eliksir na noc, wymieszanie obu produktów i aplikacja na twarz. Rano buzia była rozświetlona i delikatnie rozjaśniona, ale na początku trzeba się liczyć z delikatnym szczypaniem (przynajmniej moja skóra tak reaguje na większość serum z witaminą C, zanim przyzwyczai się do kuracji). 


SHADE THE DAY SPF25 DAY CREAM (30 ml)
Nawilżający krem do twarzy SPF25 z filtrem mineralnym

Biały, gęsty krem na dzień o delikatnym zapachu, co do którego mam mieszane odczucia. Jeśli chodzi o plusy tego kosmetyku, to jest to na pewno ochrona w postaci mineralnych filtrów przeciwsłonecznych (tj. dwutlenek tytanu i tlenek cynkowy); SPF25 jest wprost idealny na okres jesienno-zimowy. Oczywiście, filtry mineralne trochę bielą skórę, ale ten krem szybko się wchłania i biała warstwa jest po chwili niewidoczna. Drugim plusem jest fakt, iż krem bardzo dobrze dogaduje się z moim podkładem (tj. Power Stay 24h) - jest rewelacyjną bazą pod makijaż. Jeśli zaś chodzi o minusy, to niestety krem nie do końca matuje tak, jak zapewnia producent.  Gdy użyłam przed nim kremu do demakijażu i olejku z tej samej linii, to krem w połączeniu z olejem okazał się dla mojej mieszanej cery trochę za ciężką kombinacją - w rezultacie skóra była nadmiernie przetłuszczona, co nie wyglądało zbyt estetycznie. Być może takie połączenie lepiej sprawdzi się zimą, natomiast obecnie jest to po prostu za dużo świecenia dla mojej skóry (jedynie bez olejku i pod wyżej wspomniany podkład sprawdza się OK). 


SLEEP POTION NIGHT CREAM (30 ml)
Głęboko nawilżający eliksir na noc z gliceryną roślinną

Mój zdecydowany faworyt z całej linii, ponieważ ma najlżejszą konsystencję (w zasadzie jest to przezroczysty i bezzapachowy żel), ciekawe składniki (m.in. niacynamid, czyli wit. B3, mocznik, hialuronian sodu) i świetne działanie nawilżające. Mimo iż ten lekki, transparentny żel nie pachnie w ogóle i wygląda niepozornie, robi, co ma robić, czyli przede wszystkim bardzo dobrze nawilża i zmiękcza skórę. Jest bardzo delikatny, nie podrażnia, a przy tym nie obciąża i nie przetłuszcza nadmiernie mojej mieszanej cery. Co więcej, żel bardzo przyjemnie chłodzi i koi skórę. Warto również zaznaczyć, że po każdej nocy moja buzia bardzo ładnie i zdrowo wyglądała, a pory były wyraźnie zwężone. Do tego żelu będę z pewnością jeszcze wracać i zamawiać go dla siebie (być może zamówię go też dla mojej mamy, która mimo wieku nie lubi zbyt ciężkich konsystencji). Wam również gorąco polecam wypróbować ten kosmetyk, zwłaszcza gdy macie cerę mieszaną tak jak ja (tj. skłonną do przetłuszczania się w strefie T, ale przesuszoną na policzkach) i/lub z rozszerzonymi porami. Jest to produkt niepozorny, ale działa cuda.


Zalety linii Distillery:
  • piękne, eleganckie i szklane (!) opakowania z metalowymi nakrętkami w kolorze rose gold
  • dość proste składy, oparte na wysoko skoncentrowanych składnikach 
  • brak składników pochodzenia zwierzęcego (idealne dla wegan)
  • brak alkoholu, chemicznych filtrów przeciwsłonecznych, olejów mineralnych czy sztucznych substancji zapachowych
  • delikatne dla skóry, nie podrażniają (poza balsamem oczyszczającym stosowanym do demakijażu oczu), przyjazne alergikom
  • fajne działanie nawilżające (zwłaszcza olejku i żelu na noc), rozświetlające i zmiękczające skórę.
Słabe punkty:

  • kremy do twarzy w połączeniu z olejkiem to zbyt ciężkie combo dla mojej mieszanej cery; w efekcie skóra nadmiernie się przetłuszcza, nawet poza strefą T
  • kremy są zapakowane w małe słoiczki (30 ml wystarcza mi na ok. 1,5-2 miesiące), więc szybko się zużywają, kosztując nie mało, bo 69 zł/szt. w promocji
  • forma witaminy C w proszku jest dla mnie trochę problematyczna; aplikacja wymaga wprawy i trzeba się do niej przyzwyczaić
  • krem myjący do twarzy nie sprawdził się u mnie do demakijażu oczu - podrażnia i pozostawia tzw. efekt mgły, w związku z tym trzeba się zaopatrzyć w dodatkowy produkt do demakijażu oczu.
Moja ocena: 6/10.


Kosmetyki z nowej linii Distillery trafiły do mnie w ramach programu Hot Noty, w którym Ambasadorki Piękna (dawniej Konsultantki) testują hot nowości marki, a potem wystawiają im noty. Biorąc pod uwagę wszystkie wady i zalety linii, wystawiam jej 6 punktów w skali 10-punktowej. Generalnie, jest to całkiem dobra linia, natomiast nie wszystkie produkty do końca mi podpasowały, co więcej, nie wszystkie fajnie ze sobą współgrają. Jeśli mam być szczera, nie do końca polubiłam się z kremem do twarzy  na dzień i z koncentratem witaminy C w proszku. Z kolei balsam oczyszczający do twarzy jest świetnym produktem do wieloetapowego demakijażu twarzy, natomiast nie sprawdził się u mnie do demakijażu oczu. Ponadto, wszystkie kosmetyki stosowane razem w pielęgnacji okazały się za ciężkie dla mojej mieszanej cery (są zbyt oleiste i w efekcie skóra nadmiernie się błyszczała, nie tylko w strefie T). Zdecydowanie lepiej kosmetyki wypadają stosowane osobno. Moimi ulubionymi kosmetykami Distillery okazały się: olejek do twarzy (Purify Facial Oil) i eliksir na noc (Sleep Potion Night Cream), i to właśnie te dwa produkty z całego serca Wam polecam.  



* Więcej informacji o nowej linii Distillery, składach i cenach
poszczególnych kosmetyków znajdziecie TUTAJ


Komentarze

  1. Słyszałam o tej serii, jednak szczerze mówiąc jakoś mnie nie kusi. Ostatnio bardzo rzadko zamawiam cokolwiek z Avonu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Balsam i olejek bardzo polubiłam, natomiast najmniej żel na noc przez to, że się bardzo klei na skórze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klei się? Ja nic takiego nie zauważyłam, a czego przed nim używasz?

      Usuń
  3. Olejek do twarzy przydałby mi się :)
    Może wspólna obserwacja?:)

    OdpowiedzUsuń
  4. nawet nie wiedziałam, że taka seria wyszła w Avonie. Jednak nie jestem przekonana, cena również nie powala. Ostatnio przerzuciłam się na Oriflame i jestem zadowolona:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Ja byłam kiedyś w Oriflame, ale te kosmetyki nie mają nic wspólnego z naturalnymi, mają kiepskie składy i zawsze mnie uczulały :/ jestem raczej anty-oriflame ;)

      Usuń
  5. U mnie pielęgnacja do twarzy Avon kompletnie się nie spisuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, niektóre linie mają słabe. Ta jest póki co najlepsza :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy konstruktywny komentarz. Dodaje mi to energii i motywuje do dalszego pisania :)

- Justyna F (Elfie)