Testowanie z THE BODY SHOP - maska Superfood Himalayan Charcoal

Jak już widziałyście jakiś czas temu w poście z nowościami, załapałam się na testowanie najnowszej maski The Body Shop z linii Superfood. Himalayan Charcoal to maska oczyszczająca i dodająca blasku, naturalna, wegetariańska i wegańska, inspirowana ajurwedyjską tradycją. Zawiera m.in. kaolin, glinkę z Maroka, bambusowy węgiel z Himalajów, listki zielonej herbaty, olejek z drzewa herbacianego, eukaliptus, olejek arganowy, masło shea, sproszkowane liście aloesu, mentol, kwas cytrynowy i wiele innych dobrodziejstw, które oczyszczają, chłodzą, odświeżają i rozświetlają naszą skórę, jednocześnie ją odżywiając.


Maska Himalayan Charcoal ma nie tylko ciekawy skład, ale i konsystencję - jest to bowiem średnio gęsta brązowo-szara papka na bazie glinki z zatopionymi w środku listkami herbaty, która po upływie 5 minut zastyga na twarzy, tworząc brunatną, lekko ściągającą skorupkę na naszej facjacie. Jak zapewnia producent na kartonowym opakowaniu, maseczka zawiera bambusowy węgiel z Himalajów, pozwijane listki zielonej herbaty z japońskich upraw ekologicznych i organiczny olejek z drzewa herbacianego z Kenii, nie zawiera natomiast parafiny ani innych olei mineralnych, parabenów, silikonów. Jeśli zaś chodzi o zapach, to maska nie pachnie może jakoś oszałamiająco, niemniej dosyć przyjemnie: na pierwszym miejscu wyczuwam nuty herbaty i/lub olejku z drzewa herbacianego, a następnie eukaliptus, a to wszystko jest przełamane świeżymi i lekkimi nutami owocowymi (a konkretniej cytrusami). 




Najlepiej moim zdaniem nakładać ją na twarz pędzlem (dzięki temu najłatwiej rozprowadzimy ją na twarzy, a przy tym dłużej zachowamy kosmetyk w dobrym stanie). Tuż po nałożeniu, odczuwam delikatne szczypanie na twarzy (głównie w okolicy nozdrzy -WTF?), ale na szczęście po chwili ten mały dyskomfort mija i gdy maska zaczyna zastygać na brązową skorupkę, nie czuję żadnego pieczenia ani nieprzyjemnego ściągnięcia. Jeśli nie lubicie zastygających masek, to możecie ją zmyć po 5 minutach z twarzy, a jeśli Wam to kompletnie nie przeszkadza, to możecie ją zostawić na buzi do 10 minut (mnie się często zdarza wejść z nią do wanny i trzymać nawet ok. 15 minut). W związku z tym, że maska zawiera glinkę i wspomniane wcześniej liście herbaty, nie zmywa się zbyt łatwo i trochę brudzi umywalkę (aby nieco ułatwić sobie zadanie, do usunięcia maski z twarzy używam bawełnianej chusteczki do demakijażu). 


Muszę przyznać, że ta maska jest inna od wszystkich pozostałych, z jakimi miałam dotąd styczność, bowiem po zmyciu pozostawia efekt chłodzenia, który utrzymuje się na twarzy około kwadransa. Poza tym, buzia po regularnym używaniu maseczki jest bardzo dobrze oczyszczona i pełna blasku, jest miła, jakby aksamitna w dotyku i ma poprawiony koloryt, a do tego nie podrażnia ani nie wysusza cery, co jest niewątpliwym atutem produktu. Pomimo początkowego strachu przed tym szczypaniem w okolicy nosa i efektem chłodzenia, jestem z tej maski (a w zasadzie z kondycji mojej cery po niej) bardzo zadowolona i polecam Wam wypróbowanie jej na sobie. Jedynym minusem może być wydajność maseczki w stosunku do ceny (zdecydowanie za szybko się kończy, jeśli używacie jej 2-3 razy w tygodniu!) oraz dostępność jedynie w salonach TBS. Ja jestem ciekawa również innych wariantów masek z linii Superfood, z zwłaszcza maski z miodem oraz z jagodami Acai, i mimo ograniczonej dostępności do salonów The Body Shop, będę na nie polować przy okazji wizyt w większych miastach... :) 


PLUSY I MINUSY:

+ piękne opakowanie (elegancki szklany słoik o pojemności 75 ml)
+ ciekawy, roślinny skład, bez parabenów, silikonów, olei mineralnych
+ przyjemna konsystencja (papka z naturalnymi, pozwijanymi listkami zielonej herbaty)
+ maska doskonale oczyszcza i delikatnie złuszcza cerę 
+ zwęża pory i zmniejsza ich widoczność (Alleluja!)
+ dodaje blasku cerze (efekt glow)
+ pomimo początkowego szczypania, maska nie uczuliła mnie ani nie przesuszyła skóry;

- wydajność w stosunku do ceny (na kartonowym opakowaniu maski, widnieje cena 99,90 za 75 ml produktu) - maska zdecydowanie za szybko się kończy przy regularnym (2-3 x w tyg.) stosowaniu
- początkowe uczucie szczypania na twarzy może stanowić dyskomfort, na szczęście bardzo szybko mija i po chwili już jest ok; poza tym, maska zastyga i trochę ciężko się zmywa z twarzy
- dostępność produktów TBS (tylko salony stacjonarne w większych miastach).

MOJA OCENA: 7/10. Polecam! :)

Serdecznie dziękuję marce The Body Shop 
za przesłanie oraz możliwość przetestowania maski!

Moja ocena maski znajduje się również na stronie TBS pod tym linkiem: KLIK.


Znacie maski The Body Shop? Która jest Waszą ulubioną? xo

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...