Ulubieńcy stycznia 2017

Pierwszy miesiąc nowego roku nie był dla mnie miesiącem obfitującym w ulubione produkty i spektakularne wydarzenia, niemniej jednak chciałabym docenić w nim wszystko, co sprawiło mi przyjemność i wywołało uśmiech na mojej twarzy. 
Zapraszam Was zatem na przegląd moich styczniowych ulubieńców kosmetycznych, książkowych oraz muzycznych!



ULUBIONE KOSMETYKI
W styczniu postawiłam przede wszystkim na pielęgnację. Zaczynając od twarzy, za sprawą boxa Face& Look Piękna Cera wróciłam do genialnych kosmetyków firmy Dermedic: płyn micelarny jest tak dobry i łagodny dla moich wrażliwych oczu, że chyba nawet zdetronizował moją ulubioną Tołpę green, natomiast  żel-krem nawilżający jest przede wszystkim niesamowicie lekki i genialnie nawilża, więc czego więcej chcieć dla skóry zimą? Pełnia pielęgnacyjnego szczęścia! :) 



Moje (i mojego męża!) włosy pokochały luksusowy szampon marki Paul Mitchell z olejkiem marula (Rare Oil Replenishing Shampoo), który przywiozłam ze spotkania Beauty by Bloggers jako prezent od salonu Ministerstwo Urody Ilona Nalewajka (jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję!). Szampon
świetnie nawilża, odżywia i zmiękcza włosy (zwłaszcza te suche i zniszczone), przepięknie pachnie, ma bogaty skład i nie zawiera siarczanów.

*Warto również wspomnieć, iż kupując produkty z linii MarulaOil w salonach fryzjerskich, wspieramy Republikę Marzeń Mimo Wszystko Fundacji Anny Dymnej oraz działania marki Paul Mitchell, która do pozyskiwania i produkcji olejku zatrudnia afrykańskie kobiety, przeszkolone pod kątem bezpiecznych praktyk przemysłowych. Więcej szczegółów TUTAJ.

Ponadto, dwa razy w tygodniu stosowałam też Structural - emulsję do odnowy struktury włosów w ampułkach (5 x 7ml) marki Professional BY FAMA, które mimo sporej zawartości alkoholu (zwłaszcza alkohol denat., którego wiele z Was stara się unikać), bardzo dobrze wpływały na nawilżenie, odżywienie, miękkość i połysk moich rozjaśnianych włosów. Najwidoczniej moje włosy, w przeciwieństwie do mnie, lubią procenty ;)



Z kolei ciało z największą przyjemnością wygładzałam organicznym peelingiem z oliwą i glinką marki Organic Shop - kosmetyk ten dość intensywnie i specyficznie pachnie, ale przy tym rewelacyjnie złuszcza skórę i kosztuje niecałe 10 zł! :) Po złuszczaniu, jak również po każdym codziennym prysznicu chętnie smarowałam się balsamem Richness Body Lotion marki Indigo. Ma on nie tylko bardzo przyjemne dla oka opakowanie z praktyczną pompką, ale też śliczny zapach i dobre działanie (nawilża, nie pozostawiając tłustej warstwy na skórze). Bardzo przyjemny produkt, jak zresztą chyba większość kosmetyków tej marki, które do tej pory poznałam.

ULUBIONA KSIĄŻKA
Z przykrością stwierdzam, że w ubiegłym miesiącu przeczytałam tylko trzy książki. Dwie przygarnęłam z biblioteki ("Trafny wybór" J.K. Rowling oraz "Alef" Paulo Coelho), jednak uważam, że są to pozycje raczej średnie, takie po prostu do przeczytania na raz (i prawdopodobnie zapomnienia). Moją ulubioną książką okazał się prezent, który jeszcze w grudniu dostałam od Marioli, czyli "Hygge. Klucz do szczęścia" autorstwa Meik Wiking. Mimo, iż książka jest z gatunku poradników lekkich, łatwych i przyjemnych i być może Ameryki nie odkrywa, to jednak pozwoliła mi docenić uroki zimy oraz sprawić, że ferie były o wiele bardziej znośne niż zazwyczaj. Jeśli jesteście ciekawi idei hygge, to kilka pomysłów znajdziecie w moim poprzednim wpisie tutaj. Serdecznie polecam lekturę ;)



ULUBIONA PIOSENKA
A w zasadzie TOP 3 moich ulubionych kawałków w styczniu:

#3 Clean Bandit feat. Sean Paul 
Gdy już na wstępie słyszę moje ulubione wezwanie "Szana Pola", to mam ciarki dosłownie wszędzie. Nie wiem dlaczego, ale mam po prostu słabość do tego pana, a poza tym lubię pozytywne rytmy i wibracje zespołu Clean Bandit. Pani Anne Marie wcześniej nie znałam, ale uważam, że też ma całkiem przyjemny wokal i słucham jej z wielką rozkoszą :)



#2 DJ Snake feat. Justin Bieber "Let me love you"
Bimbera głos oraz piosenki bardzo lubię i się tego nie wstydzę! Ten kawałek (kolaboracja z DJ Snake) pokochałam od razu i nuciłam bez obciachu przez calutki styczeń:



#1 Ed Sheeran "Shape of you"
Ten kawałek po prostu rozwalił mnie na łopatki. Totalne zaskoczenie i geniusz w jednym - coś czuję, że to będzie wielki hit tej zimy. Jeśli jeszcze nie znacie, posłuchajcie koniecznie!



Chętnie poczytam również o Waszych ulubieńcach stycznia, xo



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...